niedziela, 24 września 2017

Jestem i działam :-)

Witajcie, kochani
Żeby nie było... pojawiam się i przypominam o sobie, pamiętając o Was
Nie przychodzę jednak z czymś nowym, poza dwoma świątecznymi drobiazgami...






A to dlatego, że obiecałam sobie solennie za nic innego się nie zabierać, póki nie skończę męczonej chyba już ze dwa lata ikony.
Kiedy pokazywałam ją ostatnio, było tak:



a teraz jest tak:





Idzie powolutku, ale jednak do przodu...
Trzymajcie, proszę, kciuki, żebym wytrwała w postanowieniu, bo mocno mi już dokucza fakt, że tak się to ślimaczy i że za nic nowego nie chwytam...
Dziękuję pięknie za każde dobre słówko, za stałą Waszą obecność i pamięć o mnie mimo mojej opieszałości i wciąż nie takiej aktywności, jak bym sobie tego życzyła... 
Jesteście kochane!
Wspaniałego weekendu życzę i wreszcie trochę jaśniejszego nieba ze słonkiem. Niech zagości wreszcie ta nasza piękna, złota polska jesień z babim latem :-)
Pa

wtorek, 15 sierpnia 2017

Wstyd!!

I na swoje usprawiedliwienie nie mam nic. Bo tak długo mnie tu nie było, że tylko uszy po sobie położyć, ogon podwinąć i do podłogi przylgnąć w oczekiwaniu na połajanki.. jak ta psina, co nabroiła strasznie.
I drugi wstyd, ze tak długo nie było motywacji, żeby je wreszcie skończyć!
MIECHUNKI!!
Nie dawały spać spokojnie, spode łba na mnie spoglądały każdego dnia i pomstowały ile wlezie. 
Wszystkie krzyżyki z rok temu gotowe były, ale na koniec zostawiłam sobie kreski. I gdy tylko uruchomiłam wyobraźnię, odrzucało jakby mnie prąd pieścił. 
A kiedy już chwyciłam byka za rogi, poszło nadspodziewanie szybko i zupełnie bezboleśnie :-)


To teraz będzie dużo zdjęć. Takich zupełnie zwyczajnych, bez aranżacji i plenerów, bo z tym poczekam, gdy haft oprawię...
Trzy dni temu jeszcze było tak:


Teraz jest tak:




Przygotowane w ubiegłym roku na okoliczność ukończenia pracy miechunki zdążyły wyschnąć w środku i zblednąć po wierzchu... Cóż, nie wszystko idzie tak, jakby się chciało... Nie wiem, czy są już tegoroczne... pod ręką ich nie mam, więc korzystam z ubiegłorocznych :-) Może zdołam szybko oprawić haft i wtedy udam się na poszukiwanie świeżych.






I w całości... bez "dekoracji"


oraz w asyście "faktów naturalnych"


Haftowałam na belfaście w kolorze piaskowym, jak zwykle muliną DMC.
Dziękuję pięknie, że jeszcze chce Wam się tu do mnie zaglądać i zostawiać tak miłe komentarze :-) Nie wiem już, który raz z rzędu obiecuję poprawę... może tym razem już wrócę tu na dobre, bo te miechunki dały mi kopa :-)
Uściski serdeczne wszystkim w te słoneczne, wciąż jeszcze wakacyjne dni posyłam i życzę Wam miłego wypoczynku :-)
Wasza niepoprawna Chranna

niedziela, 4 czerwca 2017

"Nonsens pełen sensu"

Czyli rzecz o Alicji będzie dziś. Alicji, którą uwielbiam - Lewisa Carrolla, a właściwie Charlesa Lutwidge'a Dodgsona. 
    A to przede wszystkim ze względu na niebotyczną wręcz wyobraźnię autora oraz obłędne kontaminacje wyrazów - walizek użytych w piosenkach i wypowiedziach postaci tej fantastycznej opowieści.
    Wyrazy - walizki to znak "najrzadszego z darów: perfekcyjnie zrównoważonego umysłu". Stąd tytuł dzisiejszego wpisu (zaczerpnięty od Ewy Rajewskiej). Bo choć Alicję w Krainie Czarów zaliczono do klasyki purnonsensu, to, zdaniem wielu, w tym i moim, taka klasyfikacja jest błędem. Dla mnie Alicja jest baśniową, oniryczną opowieścią o perfekcyjnej wręcz logice, co nie dziwi ze względu na fakt, że jej autor był przecież matematykiem. To jedynie zbyt pobieżne, mało wnikliwe czytanie może prowadzić na manowce. Podobnie karkołomne próby przekładu filologicznego strofy poezji staroangielskiej (Jabberwocky - Throughthe Looking-Glass and What Alice Found There), którą tłumaczy Alicji Humpty Dumpty, niejednego już na takie manowce zaprowadziły :-)
    W moim posiadaniu są cztery zaledwie przekłady tej cudownej książki. Przyszedł wreszcie czas na pokazanie wyhaftowanej do nich zakładki. Pozwólcie, że pokażę ją w towarzystwie różnych pięknych ilustracji Johna Tenniela, Roberta Ingpena i Fran Parreno. 
    Przy dźwiękach muzyki zapraszam więc tam...w głąb króliczej nory... na "szaloną herbatkę" :-)



























Poszukuję też wydania z ilustracjami Arthura Rackhama, ale niestety, nakład jedynego dostępnego w Polsce wydania z tym ilustratorem jest już wyczerpany :-( Gdyby ktoś miał i chciał odstąpić, to wiecie, kto pragnie ;-)



A teraz czas na obiecaną herbatkę :-)






Dziękuję za Waszą obecność u mnie :-)
Pozdrawiam cieplutko, choć za oknem burza i deszcz...
Lubię wiosenne burze i ten zapach zieleni po deszczu...
Do znów!
Wasza Chranna



niedziela, 28 maja 2017

Drobiazgowo

I znów maleństwa u mnie. Dwa. W dalszym ciągu zagospodarowuję maleńkie skrawki kanwy. U mnie nic się nie może zmarnować. Trzeba było znaleźć odpowiednio małe motywy - przeznaczyłam je na karteczki, ale te będę robić hurtem, więc na razie tylko hafciki :-)
najpierw piernikowy:



teraz myszowaty:



A teraz biegnę do Was w odwiedziny. Ale zanim tam się wybiorę, chcę bardzo serdecznie podziękować za wszystkie miłe komentarze i serdeczności. Bez Was nic nie miałoby tu sensu :-)
pa

sobota, 6 maja 2017

Tu czytam

I zakładam, gdy czytanie przerywam :-)
Pojawiam się, by dać o sobie znać... 
Tą niewielką pracą. Ale choć niewielka, trochę uwagi jednak wymagała.
A to ze względu na ilość kolorów (27) i ściegów Back Stitch oraz French Knot. Nie jest to królowa wśród zakładek i zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli napiszę, że styl rustykalny, to i tak potraktuję ją łaskawie. Ale miałam dwa powody, by właśnie ten wzór wyhaftować. Powiedzmy, że jednym z nich jest tęsknota za pełnią gorącego lata...
No to czas na fotki...
















Żeby ciemny filc nie przebijał przez dziurki kanwy, podkleiłam haft grubym, białym sztywnikiem. Bardzo lubię go stosować, bo załatwia dwie sprawy: uzyskuję ładną biel tła i usztywniam zakładkę :-)
Dziękuję najserdeczniej za wszystko, za Waszą obecność i cenne komentarze.. i przepraszam, że tak mnie mało...
Uściski przesyłam i życzę Wam, Kochani, dużo słońca i ciepła!