środa, 1 listopada 2017

Zazdroszczę Aniołom

Jutro Dzień Zaduszny...
...pamięci moich kochanych Rodziców i Bliskich...




Branford Marsalis Quartet The Last Goodbye

środa, 18 października 2017

M jak MIKOŁAJ

Witajcie, Kochani, po krótkiej przerwie :-)
A przerwa, jak wiecie, była na metryczkę. 
Skończyłam ją 4 dni temu. Te cztery dni zajęły mi oprawa i sesja zdjęciowa. Niestety w warunkach słabego oświetlenia, dlatego proszę o wyrozumiałość, bo fotki są marne :-(
Haftowało się baaardzo przyjemnie. Jakkolwiek nie lubię powtórek, to gdyby mi przyszło wyszyć ją jeszcze raz, chętnie bym to zrobiła. Może tym razem dla dziewczynki...?
Oto efekt mojej pracy z myszowatym czy szczurkowatym... sama nie wiem ;-)












W oprawie prezentuje się tak:














Kolory na tych trzech poniższych zdjęciach są najbardziej zbliżone do oryginalnych (zależnie od światła):





I jak? Może być?

A teraz wracam do ikony :-)
Ale nim chwycę za igłę, podziękuję serdecznie za miłe słowa, za obecność, za gorące serca tak motywujące mnie do działania :-)
Radości Wam życzę z każdego wykonanego ściegu, każdego machnięcia szydełkiem czy następnego rzędu dzierganego drutami, z każdego naklejonego na kartkę elementu... jednym słowem z każdego aktu twórczego :-)
Do sklikania!
Pa

niedziela, 8 października 2017

Igła w ruchu

Witam się z Wami, Najmilsi, po małej przerwie.
Uprzejmie donoszę, że zgodnie z moją zapowiedzią siedzę wciąż nad ikoną i od ostatniego wpisu trochę krzyżyków na niej przybyło. Miałam nie brać się za nic innego do momentu zakończenia tej pracy. Ale jak tu odmówić prośbie mojej koleżanki, gdy chodzi o metryczkę? No, nie uchodzi, panie dzieju, nie uchodzi!
Powstaje więc na tę szczególną okoliczność myszowate, całe w beżach z dodatkiem bieli :-) Ciszę się, że wybór padł na ten wzór, bo zawsze chciałam go wyhaftować. 
Zdjęcie cyknęłam wczoraj, więc dziś praca jest nieco bardziej zaawansowana. Uchylam rąbka tajemnicy...



Mimo nieustannej szarugi oraz szaleństw tego piekielnika Ksawerego, co to mnie prądu i wody na niemal trzy godziny pozbawił i drzew niemało powalił nie tylko w lesie, ale i w mieście, zdołałam jednak złapać kilka promyków słonka, co widać na zdjęciu :-)
A że mi Ksawery nie straszny, to i do lasu wybrać się trzeba było, żeby sprawdzić, czy las na swoim miejscu stoi.
Tym bardziej, że to ostatnia pora na zbieranie borowików :-) 
Tym razem znalazłam czternaście. Nie muszę się więc martwić o zupę grzybową na Wigilię :-)
Prócz borowików w koszyku znalazły się też podgrzybki, kozaki i maślaczki. Aparatu do lasu nie zabierałam, bo przeszkadza w zbieraniu, więc tylko jedno zdjęcie po przyjściu do domu zrobiłam dla uwiecznienia chwili :-)



Zapach suszonych grzybów do dziś czuję, a "duszonka" z cebulą, solą, pieprzem i śmietaną smakuje wybornie :-)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe komentarze oraz trzymanie kciuków za ikonę :-)
Do sklikania -
Wasza Chranna

niedziela, 24 września 2017

Jestem i działam :-)

Witajcie, kochani
Żeby nie było... pojawiam się i przypominam o sobie, pamiętając o Was
Nie przychodzę jednak z czymś nowym, poza dwoma świątecznymi drobiazgami...






A to dlatego, że obiecałam sobie solennie za nic innego się nie zabierać, póki nie skończę męczonej chyba już ze dwa lata ikony.
Kiedy pokazywałam ją ostatnio, było tak:



a teraz jest tak:





Idzie powolutku, ale jednak do przodu...
Trzymajcie, proszę, kciuki, żebym wytrwała w postanowieniu, bo mocno mi już dokucza fakt, że tak się to ślimaczy i że za nic nowego nie chwytam...
Dziękuję pięknie za każde dobre słówko, za stałą Waszą obecność i pamięć o mnie mimo mojej opieszałości i wciąż nie takiej aktywności, jak bym sobie tego życzyła... 
Jesteście kochane!
Wspaniałego weekendu życzę i wreszcie trochę jaśniejszego nieba ze słonkiem. Niech zagości wreszcie ta nasza piękna, złota polska jesień z babim latem :-)
Pa

wtorek, 15 sierpnia 2017

Wstyd!!

I na swoje usprawiedliwienie nie mam nic. Bo tak długo mnie tu nie było, że tylko uszy po sobie położyć, ogon podwinąć i do podłogi przylgnąć w oczekiwaniu na połajanki.. jak ta psina, co nabroiła strasznie.
I drugi wstyd, ze tak długo nie było motywacji, żeby je wreszcie skończyć!
MIECHUNKI!!
Nie dawały spać spokojnie, spode łba na mnie spoglądały każdego dnia i pomstowały ile wlezie. 
Wszystkie krzyżyki z rok temu gotowe były, ale na koniec zostawiłam sobie kreski. I gdy tylko uruchomiłam wyobraźnię, odrzucało jakby mnie prąd pieścił. 
A kiedy już chwyciłam byka za rogi, poszło nadspodziewanie szybko i zupełnie bezboleśnie :-)


To teraz będzie dużo zdjęć. Takich zupełnie zwyczajnych, bez aranżacji i plenerów, bo z tym poczekam, gdy haft oprawię...
Trzy dni temu jeszcze było tak:


Teraz jest tak:




Przygotowane w ubiegłym roku na okoliczność ukończenia pracy miechunki zdążyły wyschnąć w środku i zblednąć po wierzchu... Cóż, nie wszystko idzie tak, jakby się chciało... Nie wiem, czy są już tegoroczne... pod ręką ich nie mam, więc korzystam z ubiegłorocznych :-) Może zdołam szybko oprawić haft i wtedy udam się na poszukiwanie świeżych.






I w całości... bez "dekoracji"


oraz w asyście "faktów naturalnych"


Haftowałam na belfaście w kolorze piaskowym, jak zwykle muliną DMC.
Dziękuję pięknie, że jeszcze chce Wam się tu do mnie zaglądać i zostawiać tak miłe komentarze :-) Nie wiem już, który raz z rzędu obiecuję poprawę... może tym razem już wrócę tu na dobre, bo te miechunki dały mi kopa :-)
Uściski serdeczne wszystkim w te słoneczne, wciąż jeszcze wakacyjne dni posyłam i życzę Wam miłego wypoczynku :-)
Wasza niepoprawna Chranna

niedziela, 4 czerwca 2017

"Nonsens pełen sensu"

Czyli rzecz o Alicji będzie dziś. Alicji, którą uwielbiam - Lewisa Carrolla, a właściwie Charlesa Lutwidge'a Dodgsona. 
    A to przede wszystkim ze względu na niebotyczną wręcz wyobraźnię autora oraz obłędne kontaminacje wyrazów - walizek użytych w piosenkach i wypowiedziach postaci tej fantastycznej opowieści.
    Wyrazy - walizki to znak "najrzadszego z darów: perfekcyjnie zrównoważonego umysłu". Stąd tytuł dzisiejszego wpisu (zaczerpnięty od Ewy Rajewskiej). Bo choć Alicję w Krainie Czarów zaliczono do klasyki purnonsensu, to, zdaniem wielu, w tym i moim, taka klasyfikacja jest błędem. Dla mnie Alicja jest baśniową, oniryczną opowieścią o perfekcyjnej wręcz logice, co nie dziwi ze względu na fakt, że jej autor był przecież matematykiem. To jedynie zbyt pobieżne, mało wnikliwe czytanie może prowadzić na manowce. Podobnie karkołomne próby przekładu filologicznego strofy poezji staroangielskiej (Jabberwocky - Throughthe Looking-Glass and What Alice Found There), którą tłumaczy Alicji Humpty Dumpty, niejednego już na takie manowce zaprowadziły :-)
    W moim posiadaniu są cztery zaledwie przekłady tej cudownej książki. Przyszedł wreszcie czas na pokazanie wyhaftowanej do nich zakładki. Pozwólcie, że pokażę ją w towarzystwie różnych pięknych ilustracji Johna Tenniela, Roberta Ingpena i Fran Parreno. 
    Przy dźwiękach muzyki zapraszam więc tam...w głąb króliczej nory... na "szaloną herbatkę" :-)



























Poszukuję też wydania z ilustracjami Arthura Rackhama, ale niestety, nakład jedynego dostępnego w Polsce wydania z tym ilustratorem jest już wyczerpany :-( Gdyby ktoś miał i chciał odstąpić, to wiecie, kto pragnie ;-)



A teraz czas na obiecaną herbatkę :-)






Dziękuję za Waszą obecność u mnie :-)
Pozdrawiam cieplutko, choć za oknem burza i deszcz...
Lubię wiosenne burze i ten zapach zieleni po deszczu...
Do znów!
Wasza Chranna